Osiedle Artystów Plastyków
ul. Filtrowa 83, Warszawa
Cud mniemany w kamienicy Osiedla Artystów Plastyków
czyli jak czarodziejska różdżka zmieniła lokatorom metraże i czynsze
Piotr Mierzejewski
W warszawskiej kamienicy przy ul. Filtrowej 83 mieszkania nagle urosły lub zmalały.
To był cud mniemany, bo zauważalny tylko dla finansów właścicieli.
W kamienicy należącej do SM Osiedle Artystów Plastyków w Warszawie czas zatrzymał się w roku 2019. Nie w sensie architektonicznym! Ściany nośne stoją, jak stały. Nie przesunęły się ani o centymetr. Czas zatrzymał się w sensie bardziej subtelnym i poważnym: prawnym.
W owym 2019 roku pojawił się - i to aż z Bydgoszczy! - przy Filtrowej 83 rzeczoznawca zatrudniony przez ówczesny zarząd działający w składzie p. Michał Oleksiak (prezes) i p. Monika Niewińska (wiceprezes). Fachowiec wymierzył w pocie czoła wszystkie lokale, skosy, wnęki, półpiętra, piwnice, korytarze piwniczne, etc. Powstała dzięki temu nowa geometria budynku - dumnie okrzyknięta jako precyzyjna, laserowa, „rzeczywista”, ba — nareszcie i jedynie sprawiedliwa. I wtedy to właśnie objawił się nowy metr. Nie taki zwykły, zwijany z marketu budowlanego, lecz metr namaszczony ekspertyzą z pieczątką.
Od tamtej pamiętnej chwili żyjemy w dwóch równoległych przestrzeniach.
W pierwszej — tej oficjalnej — istnieją metry z aktów notarialnych i ksiąg wieczystych. Metry prawa. Metry, od których zależą udziały, własność, ciężary finansowe. Metry wpisane w porządek państwowy.
W drugiej — tej naszej, spółdzielczej, jednopodwórkowej — funkcjonują metry „rzeczywiste”. Metry pomiaru zleconego, opisanego, ale nigdy nieprzeprowadzonego przez procedurę aktu notarialnego ani sądu wieczystoksięgowego.
Metr stał się więc bytem podwójnym. W zaświadczeniach występuje w dwóch wersjach: jako metr prawny i jako metr rzeczywisty. Jakby lokal miał dwie powierzchnie — jedną rzeczywistą prawnie, drugą rzeczywistą tylko administracyjnie.
Problem w tym, że czynsz płaci się tylko w jednej rzeczywistości. Choć przez siedem lat nie zmieniono wpisów w księgach wieczystych, nie sporządzono aktów korygujących, nie uzyskano zgód właścicieli lokali wydzielonych, to zmieniono naliczenia.
Zmieniono udziały. Zmieniono ciężary. Prawo pozostało stare, ale opłaty już nowe. Niektórym zmalały, innym - do których "los" nie uśmiechnął się - wzrosły wyraźnie.
I tak od 2019 roku kamienica trwa w stanie osobliwego zawieszenia:
- między metrem a paragrafem,
- między ekspertyzą a aktem,
- między ewidencją a własnością.
Szczególnej ostrości nabiera to tam, gdzie istnieją lokale wyodrębnione. Dlatego, iż udział w nieruchomości wspólnej nie jest kategorią umowną ani „techniczno-pomiarową”. Jest prawem majątkowym, wpisanym do księgi tak samo jak powierzchnia lokalu. Nie da się go zmienić laserem. A jednak próbuje się go zmieniać księgowością.
Siedem lat to dużo. Wystarczająco, by zsynchronizować dokumentację, przeprowadzić procedury, uzyskać zgody. Skoro tego nie zrobiono, znaczy to, że pomiar pozostał w sferze techniki, nie prawa. A technika — choćby najdokładniejsza — nie zastępuje aktu notarialnego.
Dziś kamienica artystów plastyków istnieje jakby w trzech odmiennych planach:
- na mapie geodety i w księdze wieczystej,
- w ekspertyzie i w paragrafie,
- w rzeczywistości pomiaru i w rzeczywistości prawa.
I dopóki te światy nie zostaną zszyte jednym dokumentem — dopóty każdy nowo ustalony czynsz będzie miał w sobie coś z fantomu obciążonego podejrzeniem manipulacji.
Co spowodowało tę patologiczną sytuację w naszej spółdzielni?
Pan Michał Oleksiak wciąż jest prezesem.
Pani Monika Niewińska nadal pozostaje u władzy, pełniąc dziś de facto obowiązki przewodniczącej rady nadzorczej (formalnie radzie przewodniczy jeszcze p. Maciej Koczocik).
Władza więc wciąż od 7 lat pozostaje w tych samych rękach i nic jej nie broni dokończenia "rewolucji metrażowej".
Nie będę niczego sugerował. Niech każdy sam dopowie sobie, gdzie widzi przyczyny tego prawnego galimatiasu i drogę do wyjścia z marazmu, jaki ogarnął organy wybieralne spółdzielni.
Kiedyś nastąpią zmiany na stanowisku prezesa zarządu i przewodniczącego rady nadzorczej. Czy nowy prezes — chcąc uzdrowić ten chorobliwy stan naszej spółdzielni — dokończy operację rozpoczętą przez poprzednika? A może zarządzi nowe pomiary? A może zaniecha dalszych manipulacji metrażami i uzna stan z ksiąg wieczystych za jedyną rzeczywistość?
Tak czy owak — jak rzekłby Szekspir — „Źle się dzieje w państwie duńskim”. I nie zdziała nic nawet najlepszy zarządca nieruchomości, jeśli nie zadziałają władze spółdzielni - zarząd i rada nadzorcza.
Jak na dłoni widać, że w SM Osiedle Artystów Plastyków bezwzględnie potrzebny jest stały, uważny nadzór właścicielski mieszkańców nad działaniami zarządu i rady nadzorczej, aby podobne sytuacje nigdy więcej nie mogły się powtórzyć.
dr Piotr Mierzejewski