Stefan Garczyński (1920-1993)

Nauczyciel i literat

Piotr Mierzejewski





Stefan Garczyński.

Zdjęcie ze skrzydełka jednej z jego książek.



Stefan Garczyński urodził się w 1920 roku w Warszawie. Był synem Tadeusza Garczyńskiego (1893–1968), pisarza, dziennikarza i wybitnego lekkoatlety. Przed wybuchem II wojny światowej ukończył warszawskie gimnazjum im. Mikołaja Reja, a następnie rozpoczął w Poznaniu studia prawno-ekonomiczne, idąc śladami ojca. Tok jego studów przerwał wybuch wojny.


W pierwszych latach okupacji pracował na statkach i przystaniach przejętej przez Niemców Żeglugi Rzecznej „Vistula”. Zatrudnienie to dawało mu nie tylko względną osłonę egzystencjalną, lecz także możliwość szmuglowania żywności do Warszawy, przewożenia gazetek konspiracyjnych na prowincję oraz — co sam później podkreślał — poznawania „wszelkiego rodzaju ludzi”. Ten epizod w jego życiu miał niewątpliwie duże znaczenie formacyjne: uczył obserwacji, rozmowy i funkcjonowania w sytuacjach granicznych.


Po wojnie Garczyński ukończył Akademię Nauk Politycznych w Warszawie. W pierwszych latach Polski Ludowej pracował kolejno w Ministerstwie Handlu Zagranicznego, Banku Handlowym oraz w Stowarzyszeniu Autorów ZAiKS, równolegle podejmując działalność publicystyczną na tematy gospodarcze. Ten względnie stabilny okres został gwałtownie przerwany w 1951 roku, gdy go aresztowano i oskarżono z art. 23 Małego Kodeksu Karnego o „pisanie i próby rozpowszechniania prac mogących wyrządzić istotną szkodę interesom państwa”. Podstawą oskarżenia była ponoć przygotowana do druku książka „Średniowiecze materializmu”, która nigdy nie ujrzała światła dziennego. Skazany na cztery lata więzienia, odzyskał wolność w 1953 roku na mocy amnestii.


Rekrutacja do Akademii Nauk Politycznych w okresie stalinowskim była obciążona wyraźnym kryterium politycznym: od kandydatów oczekiwano co najmniej deklaratywnej lojalności wobec nowego ustroju, preferowano osoby o „właściwym” pochodzeniu społecznym i pozytywnych opiniach organizacji młodzieżowych, co miało zapobiegać przenikaniu do kształtowanych kadr państwowych ludzi uznawanych za ideologicznie niepewnych. Nie twierdzę, że w przypadku Stefana Garczyńskiego fakt ten dowodzi jednoznacznej trwałej akceptacji systemu, lecz raczej ujawnia granicę konformizmu, którą przekroczył. Gdy próbował - jak potem twierdził - wyrazić myśl niepodporządkowaną "jedynie słusznej linii" - zapłacił za to więzieniem. Jego biografia pokazuje, że ANP nie była kuźnią jednorodnych wyznawców władzy, lecz miejscem, w którym system selekcjonował nie tylko lojalnych, ale i tych, którzy okazywali się zdolni do samodzielnego myślenia, a więc ostatecznie nieprzydatni.


Droga zawodowa Garczyńskiego po wyjściu z więzienia uległa zasadniczej zmianie. Od tej pory utrzymywał się głównie z udzielania lekcji języka angielskiego oraz pracy dydaktycznej w Klubie Prasy i Książki, narzędzia polityki kulturalnej PRL podporządkowanej PZPR. Równolegle zajął się działalność literacką, tworząc coś w rodzaju poradników towarzysko-psychologicznych, niekiedy wyraźnie przegadanych. Wraz z żoną, która również udzielała prywatnych lekcji angielskiego, tworzył charakterystyczne dla środowisk inteligenckich PRL domowe zaplecze edukacyjne, funkcjonujące poza oficjalnymi strukturami, lecz realnie obecne w obiegu kultury.


Byliśmy sąsiadami. Bywaliśmy u siebie, wymieniając się książkami: on wręczał mi swoje poradniki z dedykacjami, ja jemu moje publikacje z zakresu paleobiologii i paleontologii. Z właściwym sobie humorem mawiał, że „kiedyś zrozumie moje teksty”. Narzekał na akustykę mieszkania — słyszał z sąsiednich mieszkań kroki, rozmowy, psy, działające pralki. Narzekał na stan techniczny kamienicy. Pewnego dnia, gdy jadł obiad, do talerza z zupą pomidorową wpadł mu kawałek tynku z sufitu, czyniąc — jak opowiadał — prawdziwe pobojowisko. W rozmowach ze mną powtarzał, że jego książka „Współżycie łatwe i trudne” w istocie została zainspirowana problemami sąsiadzkimi. Nie dziwię się - był czas, gdy latorośle "dzikich" lokatowów załatwiały potrzeby fizjologiczne na wycieraczkach innych mieszkańców, a ich rodzice potrafili z siekierami w rękach bronić dostępu członkom spółdzielni do ich własnych mieszkań. Opisy tego typu wydarzeń można znaleźć w archiwum Osiedla Artystów Plastyków.


Epizodycznie angażował się w działalność spółdzielni mieszkaniowej "Osiedle Artystów Plastyków", jednak — zgodnie ze swoim charakterem — szybko rezygnował z prac w organach wybieralnych. Zawsze jednak wiernie i bezkrytycznie bronił władz spółdzielni. Twierdził wprawdzie, że na sprawach administrowania kamienicą nie zna się wcale, ale ludziom trzeba dawać kredyt zaufania i nie szukać uchybień lub złej woli. Czasami jego dobroduszna naiwność mogła rozmówców zwalać nóg! Zdumiewające, biorąc pod uwagę, że uważał się za autorytet w sprawach życia społecznego.


Ostatnie miesiące życia spędził ciężko chory, nie wstając z łóżka. Zmarł po długiej chorobie. Pozostawił po sobie nie tylko obszerny dorobek książkowy, lecz także pamięć człowieka obdarzonego ironią, ciepłem i rzadką umiejętnością łączenia refleksji z próbami rozumienia stosunków międzyludzkich..


Być może pamiętają go jeszcze starsi mieszkańcy Ochoty, jak kursował między kamienicą przy Filtrowej 83 a kortami tenisowymi klubu „Skra”, w nieodłącznym stroju tenisowym. W czasach, gdy ulica nosiła raczej odcień szaro-burej siermiężności niż sportowej swobody, jego sylwetka — z rakietą pod pachą i patykowatymi nogami wystającymi z szortów — przyciągała spojrzenia. Budziło to czasem ironiczne uwagi przechodniów, może nie tyle złośliwe, co zdziwione odmiennością. On sam zdawał się jednak bagatelizować to z właściwym sobie humorem — jak ktoś, kto wie, że ruch, powietrze i gra są równie potrzebne jak rozmowa i myślenie.


Na koniec, głównie dla tych, którym mój tekst wyda się niedostatecznie apologetyczny, przytoczę nabrzmiałe egzaltacją słowa znalezione w książce Jolanty Wachowicz-Makowskiej pt. „Panienka w PRL-u” (2007):


"Niezwykle barwną postacią na wydziale była Zofia Fabry-Garczyńska, lektorka języka angielskiego. Była fantastyczna nauczycielką i uroczą kobietą. Imponowała erudycją i wdziękiem. Sama jej obecność nie tylko łagodziła obyczaje, ale wnosiła element piękna i harmonii. Jej mężem był Stefan Garczyński – prawdziwy człowiek renesansu. Pisywał eseje, dramaty, podręczniki savoir-vivre’u i podręczniki do nauki języka angielskiego, a także rozprawy filozoficzne. Salon państwa Garczyńskich skupiał najbardziej oświecone i błyskotliwe umysły. Myślę, że patronowali mu z wysokości król Staś, Deotyma i pani Kalergis.”


Chodzi mi po głowie myśl, że autorka mogła pomylić dwóch Garczyńskich: Stefana Garczyńskiego, mieszkańca Filtrowej 83 z postacią filozofującego wybitnego poety Stefana Garczyńskiego, który urodził się 115 lat wcześniej. Na temat tego drugiego Adam Mickiewicz pisał m.in. : "... przed śmiercią wydał dwie części poematu, który jest najrozleglejszym utworem filozoficznym pomiędzy wszystkimi, jakie są w językach słowiańskich". Na ślad dramatów autorstwa XX-wiecznego Garczyńskiego z Filtrowej i jego rzekomych rozpraw filozoficznych nie udało mi się natrafić. Pocieszam się jednak myślą, że wszystko jest jeszcze przede mną ...






FILTROWA 83

dr Piotr Mierzejewski